Na początku muszę zaznaczyć, że ten tom przeczytałam do połowy i porzuciłam. Jakoś w pewnym momencie zmęczyła mnie ta lektura, będąc niesamowicie przewidywalną. I dopiero po miesiącu przerwy sięgnęłam po nią ponownie.
Sytuacja poprawiła się gdy Celaena trafiła do Mistward i zaczęła trening. Jakoś włączyła mi się nostalgia, przypominając treningi z Chaolem w pierwszym tomie. Generalnie wolę Celaenę, gdy ktoś ją maltretuje, wtedy jest ciekawsza. Mimo wszystko pojawienie się Rowana, którego wyczekiwałam, bo naczytałam się spoilerów o jego postaci, nie umiliło mi przygody a wręcz pogorszyło. Tworzenie postaci wojownika, który żył setki lat i opisując w skrócie miał naprawdę przesrane wymaga jakiejś równowagi. Nie dziwota, że wojownik trenując z jego punktu widzenia sisiumajtę jest zgorzkniałym, cynicznym padalcem. Jednak taka postać powinna zostać porządnie rozbudowana a brak poważnych rozmów między bohaterami a jedynie bezsensowne przepychanki w tym nie pomagają.
